• sokwoj1

LATARNIA ZNIKNĘŁA BEZ ŚLADU (marzec 2021)


Zabytkowa latarnia z lat 60 – tych, ostatnia z ostatnich, zniknęła bez śladu właśnie wtedy, gdy była szansa na jej renowację. Przypadek to, czy nie? Z pewnością bardzo dziwny zbieg okoliczności.



Uważny obserwator życia na osiedlu Abisynia, zwłaszcza zainteresowany przeszłością tej historycznej części Grunwaldu zapewne wie, że na słupie u zbiegu Senatorskiej i Miecznikowskiej wisiała latarnia. Taka na zwykłą żarówkę, blaszana, niegdyś z mlecznym kloszem. O ile dobrze sięgam pamięcią, ostatnio świeciła (choć w okolicy były już wszędzie nowe oprawy) jakieś trzy dekady temu.


- Tego rodzaju oprawy żarowe były montowane na słupach Zakładów Energetycznych w latach 50-60-tych. Z uwagi na ciągły rozwój technologiczny były one sukcesywnie wymieniane na oprawy rtęciowe i sodowe latach 80-90-tych, od tego okresu takie oprawy żarowe praktycznie nie były już naprawiane – wyjaśnia Elżbieta Darol – Matuszewska, rzeczniczka prasowa spółki Enea Oświetlenie.


W tym rejonie miasta ostatnia modernizacja polegająca na wymianie opraw na żarówki sodowe była wykonywana w roku 2002 i już wtedy na wskazanym słupie prawdopodobnie nie było kompletnej oprawy - dlatego nie została ona wymieniona i w naszych zasięgach słup był już opisany przed rokiem 2002 jako bez oprawy (takie niekompletne oprawy żarowe nie były już ewidencjonowane a demontaż takich resztek następował najczęściej przy wymianie słupa) – dowiadujemy się.


O latarni tej pisałem w Informatorze Osiedlowym jakieś pięć lat temu. Teraz, w związku z urządzaniem skweru w miejscu, gdzie wisiała, pojawiła się możliwość renowacji tego zabytku, czego gotowe było się podjęć Stowarzyszenie Mieszkańców „Abisynia” i dalej opiekować się zabytkiem, niepotrzebnym już operatorowi oświetlenia ulicznego . Być może po renowacji latarnia nie wróciłaby do dawnej roli, ale mogła być niemym świadkiem historii osiedla jeszcze przed długie lata.


Tymczasem gdy zaczęły krążyć pisma między Stowarzyszeniem a początkowo ZDM-em (wszak słup stoi przy ulicy), a później Eneą Oświetlenie, która okazała się właścicielem słupa oświetleniowego, w sprawie zdjęcia i renowacji zabytku, latarnia rozpłynęła się w powietrzu. Zbieg okoliczności co najmniej zastanawiający.


- Po prośbie o demontaż tych metalowych elementów, nasi pracownicy dostali polecenie aby to zdemontować przy okazji wykonywania prac na Grunwaldzie.

Nasi pracownicy podjechali pod wskazany słup po 2 lub 3 dniach od przekazanego polecenia i stwierdzili że metalowych elementów już nie ma – opowiada Elżbieta Darol Matuszewska.


Rzecz zastanawiająca – gdy tylko o latarni zrobiło się głośno, zniknęła. A przecież nie mógł jej zdjąć z wysokiego słupa jakiś zwykły pijaczek – złomiarz. Trudno to zrobić bez specjalistycznego podnośnika, trzeba też się znać na rzeczy – do latarni doprowadzone były do końca przewody, kto wie, czy nie pod napięciem. Skąd nagle to zainteresowanie zabytkiem wartym w internecie około – jak sprawdziliśmy – sto złotych ale z zachętą do licytacji?


Rzeczniczka Enei Oświetlenie ma na to przynajmniej częściową odpowiedź : - Są "kolekcjonerzy" którzy pozyskują tego rodzaju "okazy" nie zawsze w legalny sposób i prace te wykonują jak najbardziej z wykorzystaniem profesjonalnego sprzętu (na terenie Poznania są dziesiątki firm które posiadają podnośniki koszowe i zatrudniają ludzi którzy dla paru złotych taką "usługę" mogą wykonać).


Przedmioty zdobyte w ten sposób nieraz trafiają w ręce pasjonatów, ale przeważnie po prostu na sprzedaż temu, kto da więcej.


W ten sposób z osiedla zniknął kolejny detal świadczący o jego dziejach. Ciekawe, że nikt nie zainteresował się ekipą, która przecież nie mogła działać jak duchy. Kiepsko to świadczy o przywiązaniu do własnej, lokalnej historii.


Darek Preiss


fot. Darek Preiss


[Informator Osiedlowy nr 95]